WYSZUKIWARKA
zamknij
ZALOGUJ SIĘ
zamknij
zaloguj się przez facebook-a
facebook
wyszukiwarka

Z zesłania pisała do Najukochańszej Mateczki na brzozowej korze

Dodano: 26.05.2019 09:05

Poruszające słowa spisane na brzozowej korze i słane z zesłania do Najukochańszej Mateczki. To niezwykle kruche i wzruszające eksponaty w licheńskim muzeum.

- Listy pisane na brzozowej korze, to jedne z najbardziej poruszających obiektów jakie znajdują się w naszych zbiorach - informuje Anita Rossa, historyk sztuki z Muzeum im. ks. Józefa Jarzębowskiego w licheńskim sanktuarium, pokazując kartki wykonane dla mamy w sowieckim łagrze, z naklejonymi na pierwszej stronie syberyjskimi kwiatami - być może to miłek wiosenny. Pod kwiatami napis: Połowinka 1947.

Najukochańsza Mateńko! Proszę przyjąć najserdeczniejsze życzenia w dniu Twego Imienia, Daj Boże, aby to były ostatnie tak smutne Imieniny. Pragnę, życzę Tobie, zobaczyć Cię w dobrym zdrowiu. W dniu Twoich Imienin będę z Tobą w kościele na Mszy św., może Bozia wysłucha modlitwy Matki u stóp ołtarza i Jej dziecka rzuconego przez los gdzieś daleko i położy kres temu tułaczemu życiu. Całuję Twe najukochańsze ręce Jaśka. 

- Listy są ładnie ozdobione, jakby dziewczyna pochylając się przy kartce dla ukochanej matki, próbowała łagodzić swój ból i tęsknotę. Często brakowało papieru, więc zesłańcy pisali listy na brzozowej korze, na kawałkach ubrania, a nawet na bandażach, żeby tylko skontaktować się z bliskimi - wyjaśnia licheńska historyk sztuki. - Janka pisze, że jest zdrowa, niby taka zwykła wiadomość, a jednak dla matki z całą pewnością bardzo ważna. Nie skarży się na swój los, być może w obawie przed obozową cenzurą. Kartki na których pisała do matki, są niewielkie - 12 na 8 centymetrów, a jednak zdołała w kilku zdaniach, pomieścić na nich dużo treści.

- Niestety niewiele o nich wiemy - kontynuuje Anita Rossa - w Fawley Court, skąd przewieziono zabytki do Lichenia w 2007 r., nie prowadzono ksiąg muzealnych, ani dokładnej ewidencji eksponatów. Staramy się ustalić kim była Janka, która pisała, tak pełne ciepła listy do matki z sowieckiego łagru Ural-Połowinka.

Połowinka to łagier sowiecki na środkowym Uralu. Więźniowie pracowali tam w kopalni i przy budowie tamy. Zsyłano tam nie tylko Polaków, ale także Rosjan i Niemców. Polki zajmowały jeden barak, było ich około 50. W 1945 r. do Połowinki wywożono działających w AK, często młodych ludzi, którzy nie chcieli podporządkować się komunistom. Być może Janka była jedną z nich.

Jak informuje Anita Rossa: udało się dotrzeć do informacji, że w obozie Ural-Połowinka przebywała w latach 1945-1948, Janina Stebnicka, pochodząca ze Lwowa młoda działaczka AK. Daty na naszych brzozowych listach się zgadzają, imię także, Janina mogła podpisywać się Janka albo Jaśka. Jeśli nasza bohaterka, to właśnie Janina Stebnicka, to możemy stwierdzić, że wróciła do Polski w 1948 r. W książce Marii Wierzbickiej "Lwów - Ural - Komi. Więzienie, łagry, zesłanie", możemy znaleźć wspomnienia o Jance Stebnickiej m.in. to: "W biały dzień pognano nas ulicami Lwowa. (...) Szłam obok Jasi Stebnickiej. Kiedy przechodziliśmy ulica Grójecką, nagle Jasia zobaczyła swoją matkę. Zawołała: "Mamo!". Konwojent krzykiem nakazał jej milczenie. Zaczęła płakać, była roztrzęsiona i z trudem się uspokoiła."

slajd 1 z 9
NASTĘPNY SLAJD

autor: Anna Pilarska

e-mail: a.pilarska@firma.lm.pl

Chcesz nas zainteresować tematem? Czekamy na sygnały/materiały. Piszcie na alert@lm.pl.

Czytaj więcej na temat:Licheń,   muzeum licheńskie,   listy do matki,   z zesłania,   Anita Rossa,   muzeum Licheń,  
Copyright © 1999 - 2019 LM LOKALNE MEDIA Sp. z o.o. Korzystanie z portalu oznacza akceptację regulaminu.
programowanie: PERSABIO